Na co dzień pokazuje, jak mieszkają Polacy – jej cykl materiałów w Dzień Dobry TVN pt. „Odpicowane mieszkanie” szybko podbił serca widzów i od samego początku cieszył się dużą popularnością. Dla Kasi Jaroszyńskiej nagrywanie kolejnych odcinków to przyjemność, bo – jak sama o sobie mówi – jest ciekawską estetką. Teraz pora na zamianę ról! Wybraliśmy się na wycieczkę, żeby obejrzeć znajdujące się na Mokotowie mieszkanie dziennikarki. Z Gdańska do Warszawy i… ze współczesności do czasów PRL-u. Tak niesamowitej podróży w czasie się nie spodziewaliśmy. Zresztą sami zobaczcie!

Zakotwiczeni: Opowiedz nam o tym mieszkaniu. Dużo pracy wymagało, aby wyglądało jak teraz? Urządziłaś je sama?

Kasia: Mieszkanie kupiłam już 10 lat temu. Kiedyś w nim mieszkałam i był to cudowny kawalerski czas. Bardzo miło to wspominam i w związku z tym mam do tego miejsca duży sentyment. Kilka lat temu postanowiłam założyć rodzinę i równocześnie zmienić mieszkanie na większe. Rok temu odświeżyłam kawalerkę przy pomocy fachowców i sama urządziłam meblami z PRL-u upolowanymi w Internecie. To był zresztą pomysł na to miejsce – trochę taka podróż w czasie do lat, kiedy polski design stał na światowym poziomie, mimo że ludzie nie zdawali sobie z tego sprawy.

Wzrok przyciągają stylowe krzesła i fotele, ale też ciekawe dodatki. Na tej niewielkiej przestrzeni udało Ci zgromadzić wiele designerskich perełek.

W pokoju jest słynny fotel 366 zaprojektowany przez Józefa Mariana Chierowskiego – to absolutny klasyk, bardzo popularny model i na tyle rozpoznawalny, że musiał się pojawić w takim PRL-owskim wnętrzu. Drugi fotel, zwany klubowym, to już projekt niemiecki. W latach 60. i 70. pojawiał się w wielu wersjach. Moją dumą jest natomiast lampa Apolinarego Gałeckiego. Jej nogi zakończone są kulkami, jak zresztą w wielu innych lampach tego projektanta. Ten element był odpowiedzią na pewnego rodzaju kosmiczny szał tamtych lat i nawiązywał do Sputnika, który pod koniec lat 50. został wyniesiony na orbitę okołoziemską.

Zakochałam się też w radiu Ramona. Ten model był produkowany do 1964 roku przez Zakłady Radiowe „Diora” i uważam, że jest po prostu piękny. Dlatego nie przeszkadza mi, że nie działa i pogodziłam się już z tym, że nie udało mi się znaleźć fachowca, któremu chciałoby się nad nim posiedzieć.

Do kuchni wstawiłam stół projektu Doroty Lewandowskiej i dwa różne krzesła. Jedno to tak zwane serduszko (bo jego oparcie przypomina właśnie ten kształt), a drugie muszelka.

Zwróciliśmy również uwagę na parkiet, który jest świetnie zachowany – czy był odnawiany? To ostatnio coraz częściej stosowane w polskich mieszkaniach rozwiązanie. Świadomie nawiązałaś do trendów?

Parkiet jest oryginalny (z lat 60.) i niedawno został wycyklinowany i polakierowany. Miałam do wyboru lakier matowy i w połysku. Wybrałam ten drugi, bo lepiej wpisuje się w stylistykę PRL-u. W ogóle jestem zwolenniczką zostawiania starych elementów, bo to one tworzą klimat. Z tego powodu nie wymieniłam żadnej pary drzwi.

Skąd właściwie zamiłowanie do sztuki PRL-u?

Różne stare projekty podobały mi się odkąd pamiętam, bo były w mieszkaniu moich dziadków na warszawskim Żoliborzu i po prostu dobrze mi się kojarzyły. Jak przychodziłam do babci i po obiedzie oglądałyśmy „Familiadę”, to siadałyśmy przy ławie na fotelach „Ewa”, a ciasto jadłyśmy z talerzyków „Ryszard” i tak było od zawsze. Z czasem zaczęła się moda na te rzeczy, które tak dobrze znałam, więc dałam się jej ponieść. Po śmierci babci zadbałam o te stare skarby i zaczęłam dokupować kolejne.

Jaki jest Twój dom? Czy również dominuje w nim design PRL-u?

Nie dominuje, ale jest jego ważnym elementem. Wciąż mam tę wspomnianą już ławę i trochę ceramiki z tamtych lat. Pojawiła się rumuńska komoda Bilea, niemieckie krzesła Galvanitas i polskie projektu Henryka Sztaby, ale stylistycznie to mieszkanie jest eklektyczne. Za dużo rzeczy mi się podoba, żebym mogła wybrać jakiś określony styl.

Wspominałaś, że lubisz targi staroci. Co ciekawego upolowałaś ostatnio?

Na targach kupuję raczej drobnicę, czyli ceramikę czy dodatki. Na meble poluję w Internecie. Ostatnio kupiłam przepiękny barek połączony z lampą. Trzeba go oddać do renowacji i ze względu na gabaryty nie mam na niego miejsca, ale tak mi się spodobał, że musiałam go kupić 🙂 Stoi w piwnicy i czeka na swój czas. Robiłam małe śledztwo, ale nie znalazłam informacji, co to za model. Pojawiły się natomiast głosy, że może to być mebel robiony w latach 70. na zamówienie jakiegoś hotelu.

Musimy o to zapytać. Skąd wziął się pomysł na serię „Odpicowane mieszkanie”?

To po prostu odpowiedź na coraz większe zainteresowanie Polaków designem i wnętrzami. W końcu chcemy ładnie mieszkać, inwestujemy we własne mieszkania, rozwijamy swój gust. Oprócz tego jesteśmy ciekawscy. Niezmiennie od lat chcemy wiedzieć, co tam sąsiad ma za płotem. Ja to pokazuję, a że równocześnie jestem ciekawską estetką, robię to z wielką przyjemnością.

Na pewno masz wiele zgłoszeń do programu – czym kierujesz się, wybierając mieszkania, które później pokazujesz widzom?

Przede wszystkim muszą się od siebie różnić. W ciągu dwóch lat trwania cyklu pokazaliśmy w „Dzień Dobry TVN” wnętrza w bardzo różnych stylach: skandynawskim, glamour, vintage, holenderskim, klasycznym, barokowym i wielu innych. Odwiedziliśmy kawalerki, rozległe apartamenty, domy, zwykłe mieszkania w bloku, ale też stodołę, dawny zbiornik wodny, pałacyk czy garaż przerobiony na mieszkanie. O tę różnorodność bardzo dbam.

Drugim podstawowym wyznacznikiem jest oczywiście wygląd. Wnętrza, które wybieram, muszą być po prostu estetyczne, ale nie muszą mi się podobać. Zdarza się, że kręcimy odcinek w domu/mieszkaniu, w którym normalnie bym się nie odnalazła, ale jest spójne, w pewnym stylu, urządzone z dbałością o detal. Moją rolą nie jest ocenianie, ale pokazywanie różnych rozwiązań. Różnym ludziom podobają się różne rzeczy i mam do tego duży szacunek.

Odczarowujesz mit, że nasze mieszkania są nudne, nijakie, zwyczajne. Startując z programem spodziewałaś się, że trafisz na tyle perełek? Czym zaskoczyli Cię Polacy? Czy jest jakiś wspólny mianownik tych wszystkich aranżacji?

Na początku przede wszystkim nie zdawałam sobie sprawy z tego, że aż tyle pięknych wnętrz jest dookoła i że tak wielu Polaków przejmuje się tym, jak mieszka. Ta zmiana naszego podejścia do designu dzieje się teraz i to jest absolutnie fantastyczne, że mogę się jej przyglądać z bliska. Jesteśmy bardzo pomysłowi i to jest chyba jakieś dziedzictwo PRL-u 🙂 A oprócz tego mamy umiejętności. Byłam zaskoczona, jak wielu Polaków własnoręcznie kładzie płytki, maluje ściany i odnawia meble.

Jeśli chodzi o wspólny mianownik, to są nim produkty pewnej bardzo znanej szwedzkiej sieciówki. Do tej pory odwiedziłam z kamerą 81 mieszkań i tylko w dwóch nie było żadnego mebla z Ikei. Sama zresztą kupiłam tam niejedną rzecz, bo wbrew obiegowej opinii uważam, że mają wiele świetnych projektów.

Serdecznie dziękujemy za rozmowę i możliwość odwiedzenia Twojego mieszkania 🙂

Było mi bardzo miło. Wpadnijcie do mnie jeszcze na Żoliborz.

ZDJĘCIA: Paulina Kalbarczyk, Maciej Czerski