Ten 64-metrowy apartament położony w samym sercu Gdańska zachwycił nas wyjątkowym połączeniem stylów – włoskiego, art deco i glamour. Uwagę zwraca także przemyślany dobór kolorów: czerni, bieli, srebra, malachitowego, cytrynowego i naturalnego drewna. Całość to doskonale zaplanowane, dopracowane pod każdym względem, przytulne i funkcjonalne wnętrze. Zapraszamy do lektury wywiadu z właścicielką, która jest jednocześnie autorką tej aranżacji.

Zakotwiczeni: Mieszkanie znajduje się w świeżo oddanej do użytku inwestycji. Proszę przybliżyć nam szczegóły.

Pani Beata, właścicielka mieszkania: Odebrałam je w październiku 2017 roku. Do lipca bieżącego roku dopieszczałam je, dbając o każdy szczegół. Znajomi twierdzą, że to zbyt dużo czasu. Ja podchodzę do tego inaczej.

Nie projektuję elektronicznie. Po prostu siadam, czuję wnętrze… Jego aura podpowiada mi, co jest niezbędne, aby było ciekawie i przyjemnie pod każdym względem. W ten sposób moje serce otwiera się, a pomysły przychodzą same. 😊 Ta inwestycja to 64-metrowy apartament wystawiony na południowy zachód – światło jest dla mnie najważniejsze.

Kto odpowiada za realizację aranżacji? Korzystała Pani z usług sprawdzonej ekipy? Jak wyglądał wybór osób, które wcielały w życie pomysły architekta, czyli w tym przypadku Pani?

Nie potrafię wdrażać najprostszych rozwiązań. Duża część tego co robię jest wykonywana własnoręcznie lub z pomocą fachowców. Często nie ma tego rodzaju gotowców na rynku. W ten sposób bardzo dużo się uczę. Projekty dotyczące wnętrz wystawiam na ocenę moich najbliższych, ale też podejmuję decyzję w zakresie wspólnie wypracowanych pomysłów. Bardzo dziękuję moim kochanym Michałowi, Joli i Nitce.

Fachowców pomagających realizować moje koncepcje znajduję przez polecenia. Natychmiast się z nimi zaprzyjaźniam, bo w ten sposób przyjemniej i łatwiej jest nam realizować całość. Zawsze myślę o nich jako osobach, nie wykonawcach. Jestem im wdzięczna – rozmawiam, przynoszę schłodzone napoje, gdy jest ciepło albo jedzenie, gdy czuję, że są głodni i nie dają sobie czasu, aby odpocząć, owoce, wyroby cukiernicze z zaprzyjaźnionej piekarni. Pamiętam o nich, wysyłam życzenia i zdjęcia z kolejnych etapów realizacji. Zależy mi, by zawsze czuli się ważni, wyjątkowi.

Żałuję, że nie zajęłam się aranżacją wnętrz wcześniej. Dziękuję korporacji za to, że po 15 latach pracy zmotywowała mnie do odejścia, zadbania o swoje serce, duszę i sumienie. 😊 Dzięki temu dopiero teraz czuję się lekko, rozwijam skrzydła mojej wyobraźni.

Jaki styl aranżacji jest Pani bliski? Widzimy tu m.in. elementy klasyczne i nowoczesne – całość prezentuje się fantastycznie.

Uwielbiam wnętrza w nowoczesnym stylu – włoskim, glamour… Nie są jednak jedyną inspiracją dla mnie. Uwielbiam oryginalność i ponadczasowość. Kocham łączyć różne style, tworząc jedność. Dbam również o logistykę i ergonomię, zapewniam wygodę ich użytkownikom. Cieszy mnie, gdy słyszę, że to, co zostało przeze mnie wybrane i zrealizowane, prezentuje się wyjątkowo.

Postawiła Pani na trendy – właściwie wnętrzarskie hity – monstera, kanapa w kolorze malachitowym. To mocne akcenty, które zwracają uwagę na właśnie tę ofertę.

Oglądając wiele nowoczesnych inspiracji, zauważam, że nie ma w nich zbyt wiele miejsca na pomysłowość. W życiu działam inaczej, zgodnie z moim wnętrzem. Kiedy decydowałam się na tę malachitową sofę, odcienie zieleni nie były jeszcze „modne”. Podbiła moje serce, gdy ją zobaczyłam, kojąc moje zmysły stylem i kolorem. Nie była ważna jej cena. Monsterę wybrałam głównie ze względu na kształt liści w formie serca i świeżość, jaką wprowadza do wnętrza.

Mieszkanie zostało zakupione do dalszej odsprzedaży – nie bała się Pani użyć koloru czarnego w kuchni? Dla nas, Polaków,  kuchnia (niestety) cały czas kojarzy się z jasnym, przytulnym pomieszczeniem – tu widzimy odważne odejście od trendów. Skąd taki pomysł?

Pierwotnie mieszkanie miało być przeznaczone do wynajmu dla klientów prestige. Dopiero przed końcem prac podjęłam decyzję o jego sprzedaży.

Po tym, jak 8 lat temu urządziłam olbrzymią, sterylnie białą kuchnię w 150-metrowym domu, przyszedł czas na minimalizm i ponadczasową elegancję. Wyszłam z założenia, że użytkownicy 64-metrowego apartamentu w centrum pięknego Gdańska będą korzystać z uroczych restauracyjek i kawiarni znajdujących się dosłownie kilka kroków stąd. Dlatego pozwoliłam sobie na coś zupełnie nieszablonowego, spełniającego rolę eleganckiego mebla w miejscu aneksu kuchennego.

Odgrodzona taflą szkła przestrzeń to…? Proszę opowiedzieć o przeznaczeniu tego pokoju. Został wydzielony z salonu czy stanowił odrębne pomieszczenie oddzielone ścianą?

Linia szkła tworzy dodatkową przestrzeń – miejsce indywidualnego przeznaczenia, planowane przeze mnie jako gabinet do pracy lub jako dodatkowa sypialnia. Można je również wykorzystać jako przestronną garderobę.

Kocham światło! Zastosowałam szkło w miejscu bloczkowej ściany, aby południowym światłem naturalnie doświetlić kolejne pomieszczenie. W ten sposób udało się również optycznie powiększyć przestrzeń.

Co znajduje się na ścianie – jaki jest to materiał? Skąd pomysł na roślinność w słojach? To gotowy produkt czy samodzielnie zrobiona ozdoba?

Na ścianie gabinetu znajduje się ręcznie łupane drewno dębowe, które do tego wnętrza wprowadza niesamowite ciepło, czar. Na nim umieściłam wiszącą, własnoręcznie przygotowaną rabatkę. Bezskutecznie próbowałam coś takiego znaleźć na rynku. Postanowiłam więc nabyć szklane kule, rzemienie, wsporniki i płytę, aby stworzyć z nich całość. Wielkie „woooow”, które słyszę zwykle podczas oglądania apartamentowego kwietnika uskrzydla mnie jeszcze bardziej.

Poprosimy jeszcze o kilka słów na temat dodatków, takich jak obraz czy oświetlenie. Skąd pochodzą? Są bardzo oryginalne.

Obraz to również mój autorski pomysł. 😊 Nabyłam podobrazie oraz podstawowe kolory farb olejnych do palety. Tworzyłam go we wnętrzu apartamentu, przy sofie, aby współgrał, tworzył integralną całość. Po raz pierwszy malowałam olejną abstrakcję. Dzięki pomocy Pana ze sklepu z produktami dla artystów udało mi się go w ekspresowym tempie utrwalić i powiesić na ścianie. Inaczej musiałabym na to czekać aż 6 miesiecy! Tyle czasu schnie grubo malowana farba.

Oświetlenie do wnętrz wybierałam ze specjalistycznych sklepów internetowych. Przejrzałam dosłownie tysiące rozwiązań i ofert zanim podjęłam ostateczną decyzję. W ten sam sposób wybrałam również dywan, krzesła, zasłony oraz żółty fotel.

Aranżuje Pani mieszkania. Po skończonej pracy nie zdarza się pomyśleć „A może tu zostanę?”. Przywiązuje się Pani do swoich projektów?

Aranżuję i wykańczam wnętrza dla siebie. Sprzedaję je, ponieważ po uzyskaniu efektu końcowego nudzę się – marzę, aby skomponować coś nowego. Później w nowe miejsca wkładam kolejny skrawek mojego serca. Sprzedając moje gniazdka zawsze przekazuję nowym właścicielom, jak ważne są dla mnie te miejsca.

Apartament nad Motławą to moje czwarte gniazdko. Pierwsze pozostawiłam rodzicom, drugie zamieniłam na dom do remontu. Z kolei wykończony dom oddałam w troskliwe ręce, by marzyć dalej. W tym apartamencie spędziłam dużo czasu, bez końca dopisując punkty na liście prac wykończeniowych. W nieskończoność przesuwałam termin zamieszczenia oferty dotyczącej jego sprzedaży. W każdym kroku pozostawiam cząstkę mojego wnętrza. Wierzę, że i ta trafi do osób wrażliwych na piękno.

Serdecznie dziękujemy za rozmowę.

Dziękuję. Miło mi, że doceniliście Państwo mój projekt. Trzymajcie kciuki za moje kolejne realizacje!

Apartament znajduje się w ofercie biura Partnerzy Nieruchomości. Szczegółowe informacje znajdziecie tutaj.

ZAMIESZKAJ W TRÓJMIEŚCIE to cykl postów, który realizujemy we współpracy z gdańską agencją nieruchomości PARTNERZY NIERUCHOMOŚCI. Pojawią się tutaj ciekawie zaaranżowane wnętrza przeznaczone na sprzedaż, które wybraliśmy specjalnie dla Was, a także wywiady z ich właścicielami. Szukacie domu bądź mieszkania w Trójmieście? Nie mogliście trafić lepiej! 🙂

ZDJĘCIA: Marek Bassendowski